Publikacja z tygodnika "TYDZIEŃ"  06.10.2007
W mieście Al Capone i pierwszych drapaczy chmur

Przez jednych nazywane "Wietrznym Miastem", a przez innych
"Miastem Gangsterów" od zarania walczyło o tytuł największej
metropolii USA. Choć Chicago pod względem wielkości i gabarytów przegrywa ze swoimi "konkurentami" - Los Angeles i Nowym Jorkiem, to wygrywa w wielu innych sferach. Chociażby mieszkający tutaj Polacy, którzy tworzą najwiekszą poza krajem społeczność, a Chicago jest drugim co do wielkości polskim miastem po Warszawie.


Widok z Hancock’a. Wiele wieżowców posiada baseny i lądowiska dla helikopterów.

"Look at the window! You can see Chicago!" - mówi podnieconym głosem siedzący obok mnie w samolocie Amerykanin. Olbrzymi Boeing 777 linii United Airlines kierujący się w stronę lotniska O’Hare, będacego największym portem lotniczym na świecie, przelatuje właśnie nad Jeziorem Michigan - szóstym co do wielkości jeziorem świata, a w oddali u jego brzegów wyłania się Chicago - olbrzymia metropolia z charakterystyczną panoramą drapaczy chmur. Po wylądowaniu
mój entuzjazm do Ameryki poddany jest ciężkiej próbie. Bo jak określić
1,5 godzinne oczekiwanie w kolejce i "trudne pytania" amerykańskiego
urzędnika "Emigration" proszącego także każdego przekraczającego granice USA o położenie swojego kciuka na skanerze w celu zapiasania odcisków palca.
Kiedy stojąc na tarasie 103. piętra słynnego "Sears Tower" wpatruję się
w panoramę Chicago stwierdzam, że aż tylu wieżowców, z których każdy jest jedyny w swoim rodzaju, nie widziałem do tej pory nigdzie na świecie. 


Downtown nad jeziorem Michigan to właściwe Chicago.

Sercem Chicago jest Downtown (Dolne Miasto), dzielnica ogromnych
biurowców skupionych nad brzegami olbrzymiego jeziora Michigan. Centrum Downtown nazywane jest "Loop" (Pętla), gdyż otoczone jest przez tory kolejki miejskiej. To tutaj rozgrywała się m.in. cześć akcji pamiętnego filmu "Ścigany" z Harissonem Fordem w roli głównej. Aby poznać miasto, najlepiej zaopatrzyć się w "City Pass" i wsiąść do jednej z kolejek. 
W Chicago znajdują się słynne drapacze chmur, łącznie z najwyższym budynkiem Ameryki - "Sears Tower". Liczący 435 metrów wysokości budynek ma 110 pięter, kursują 102 windy, w tym lokalne jeżdżące ze zwykłą prędkością i 14 ekspresowych, zatrzymujących się tylko na piętrach przesiadkowych, a z tarasu widokowego rozpościera się
przepiękna panorama miasta. Niestety nie mam szczęścia do pogody. Ponoć w słoneczny dzień można dojrzeć aż 4 sąsiadujące stany. Rekompensatą jest za to fascynujący nocny widok Chicago.
Z jednego najwyższych wieżowców na świecie podziwiam miliony zapalających się światełek, skrzyżowania przecinające się pod kątem prostym tworzące "świetlną szachownicę", a w oddali widać ciemną otchłań jeziora Michigan, nad którym w ciągu dnia ludzie chętnie wypoczywają, a nadmorska promenada i plaża jest popularnym miejscem wielu pikników. Pierwsze drapacze chmur, projektowane przez
grupę chicagowskich architektów powstały po zniszczeniu miasta przez
pożar w 1871 roku. Jest wśród nich znany "Home Insurance Buliding#,
"Realiance Building", czy imponujący "John Hancock Center".
Spacerując ulicami w centrum Chicago daje się odczuć specyficzny
miejski klimat. Ulice tworzą wąwozy, do których nie dochodzi swiatło. Szerokie chodniki z dużych betonowych płyt, wysokie krawężniki, parkometry, stylowe latarnie, eleganckie wejścia do biurowców, ekskluzywne sklepy. 


Kolejka miejska w chicagowskim downtown.

Chicago stanowi bezsprzecznie kulturalne i finansowe centrum Ameryki
- w śródmiejskiej dzielnicy "Loop" mieszczą się filie największych firm
amerykańskich oraz giełdy towarowe, których obroty stanowią jedną trzecią światowego handlu produktami rolnymi i przemysłowymi.
Główną ulicą miasta jest reprezentacyjna Michigan Avenue, a tuż obok
ciągnie się słynna aleja zwana Magnificent Mile (Wspaniała Mila). Tamtejsze sklepy należą do najbardziej ekskluzywnych i najdroższych na świecie.
Najsłynniejszym budynkiem ulicy jest "Tribune Tower", wieżowiec będący redakcją dziennika "Chicago Tribune".
W jego fasadę wmurowano fragmenty wielu słynnych budowli, m.in. opactwa Westminster, piramidy Cheopsa i Tadż Mahal.
Jeśli jest się już w Chicago, to koniecznie trzeba wybrać się na rejs statkiem po rzece Chicago, mającej osobliwy zielony kolor. Rzeka oddziela centrum biznesu od bogatej dzielnicy North Side - części handlowej i rozrywkowej.
Widoki są nie zapomniane. To właśnie podczas tego rejsu można przekonać się, jakie Chicago ma piękne downtown. Płynąc statkiem warto mieć coś przy sobie, aby utrwalić te widoki.
Miastem zachwyceni będą miłośnicy sztuki i kultury. Pod względem
ilości muzeów Chicago znajduje się na drugim miejscu w Stanach Zjednoczonych, po Nowym Jorku. Średnio każdego dnia odwiedza je ponad 60 tysięcy osób. Warto zajrzeć chociażby do "Art  Institute of Chicago".
Będąc w Chicago nie można nie zobaczyć gigantycznej rzeźby Picassa o wysokości 15 metrów czy też nie odwiedzić ciesząc się nie zawsze dobrą sławą południową część Chicago (South Side), by w chińskiej dzielnicy skosztować tamtejszej kuchni oraz odwiedzić uniwersytecki kampus Hyde Park. 
Wielkie wrażenie wywarł na mnie znajdujący się w centrum miasta Millennium Park. Znajduje się w nim sporo arcydzieł sztuki współczesnej. Wrażenie robi 100-tonowa lustrzana kula - Cloud Gate, w której przeglądają się wszyscy turyści przyjeżdżający do Chicago. 


100-tonowa lustrzana kula - Cloud Gate.

Tuż obok stoi fontanna "The Crown Fountain", która składa się z dwóch wieży, na bokach których znajdują się olbrzymie ekrany, a na nich na
przemian z płynącą wodą wyświetlane są tworze mieszkańców miasta. W Chicago zaskakuje ilość ludzi uprawijących jogging wzdłuż Lake Shore Drive, czyli głównej ulicy wzdłuż jeziora, nad którą można podziwiać wspaniały "Chicago Skyline".
Dziś, gdy spaceruję po mieście na myśl przychodzą mi tutejsi gangsterzy, którzy w okresie rozkwitu przypadającego na lata 20. rozsławili Chicago jako "miasto, w którym można zrobić duże pieniądze" - nie zawsze legalnie. Al Capone i John Dillinger zajmowali  się przemytem alkoholu, a strzelaniny uliczne nie były ponoć tak częste jak
pokazują je filmy kręcone w Hollywood. Mimo tego, że Chicago leży na podobnej szerokości geograficznej jak Polska, to tutejsze zimy są zawsze bardzo zimne, natomiast lato znowu jest tak gorące, że bez klimatyzacji trudno żyć. Chicago określane jest często mianem
"Wietrznego Miasta", ale nie za sprawą silnego wiatru "The Hawk" - wiejącego bezpośrednio z jeziora Michigan. Przydomek "Wietrzengo Miasta" zawdzięcza historii, za sprawą dawniejszych polityków (stan Illinois zwany jest również Land of Lincoln), a wywodzący się stąd mężowie stanu słynęli z tego, że zmieniali swoje opinie jak "chorągiewki
na wietrze".
Chicago było zawsze znane z olbrzymiej ilości emigracji z Włoch, Irlandii i Polski. Ogromna ilość Polaków wyemigrowała tutaj w czasie lat 20-tych oraz 60-tych. Głównym skupiskiem Polaków w Chicago - drugiej stolicy Polski jest Belmont - Milwaukee, zwana często Polakowem, Jackowem, a przez niektórych nawet Dziadowem lub dosadniej
- skansenem polskości, w którym czas zatrzymał się jakieś kilkanaście lat temu. Niestety będąc przez chwilę na Milwaukee Avenue miałem również i ja takie same odczucie. Idąc ulicą słyszysz polski język, widzisz polskie sklepy, instytucje - czujesz się właściwie jak we własnym kraju i tak właściwie, aby tu żyć nie trzeba w ogóle znać angielskiego.


Polskie sklepy w Chicago. Milwaukee Avenue, najdłuższa polska ulica na świecie.

Tłumaczy to fakt, że niektórzy polscy emigranci mieszkając w USA od
15 lat nie potrafią porozumieć się w tym języku. Jak wszędzie, tak samo i wśród naszych rodaków są różni ludzie i niestety potwierdza się i tutaj przekonanie, że Polacy lubią często zaglądać do kieliszka. Nie trzeba się oszukiwać - jest w tym dużo prawdy, co najlepiej widać na ulicy Milwaukee. W każdym polonijnym sklepie można nabyć polskie
artykuły, żywność, gazety. W Chicago powstaje także "Dziennik Związkowy", najpopularniejsza gazeta wśród tutejszej Polonii. Większość stron gazety zajmują ogłoszenia dotyczącej pracy,
mieszkania. Dużo Polaków przeprowadza się obecnie na ulicę Belmont. Jest bardziej czysta i bezpieczna. Tak samo jak na Jackowie, istnieje i tu wiele sklepów polskich, banków. Warto zajrzeć przynajmniej do jednego z polskich kościołów lub założonego w 1937 roku Muzeum Polskiego w Ameryce. Chicago jest również znane z olbrzymiej
emigracji irlandzkiej, która osiadła w południowej części miasta i przedmieściach; stąd nazwa "South-side Irish".


Sylwetka Sears Tower góruje nad miastem.

Południowa część miasta jest zupełnie inna niż północna. Południe jest raczej bardziej robotnicze, północ bardziej intelektualna. Stąd duże różnice kulturowe i w mentalności mieszkańców z tego samego miasta, ale z dwóch jego stron.
Choć Chicago jest etnicznie bardzo podzielone, to jednak wszyscy uwielbiają tutejsze byki. Legendarna drużyna "The Chicago Bulls" jest najlepszą w historii światowej koszykówki, a Michael Jordan już kilka lat temu dostał złote klucze do miasta. Niewątpliwą atrakcją może okazać się również mecz mało znanego w Polsce baseballu na stadionie "Wrigley Field", a na zakończenie  dnia pełnego wędrówek po labiryncie
ulic Chicago warto zajrzeć do jednego z licznych klubów, posłuchać
bluesa i jazzu, które są chlubą miasta.

Sebastian Wieczorek