Gdańsk
między przeszłością miasta Hanzy, kolebką "Solidarności" i współczesnością w UE.

Gdańsk jest dosknałym punktem docelowym na spędzenie krótkiego weekendu w Polsce, daleko od kłopotów codzienności w Niemczech. Nowe tanich linii lotniczych zachęcają do częstszego odwiedzania Polski. 
Już dawno nie byłem w Trójmieście, dlatego pomyślałem, że lot z Frankfurtu/Hahn do Gdańska to najlepsza okazja na zobaczenie dawnych miejsc moich kolonii nad Bałtykiem.
Po wylądowaniu na lotnisku w Rebiechowie można udać się do centrum miasta taksówką. albo jedną z licznych linii autobusowych. Proponowałbym każdemu już z góry zarezerwować pokój w internecie na jednej z polskich stron hotelowych, ponieważ hotele w centrum są zazwyczaj pełne, pomimo dość wysokich cen (np. od 90€ za dobry standard). Alternatywą są liczne pensjonaty w dzielnicach willowych na skraju miasta, z których bez problemu można dojść lub dojechac autobusem albo tramwajem na Stare Miasto. 
Starówka przyciąga jak magnez wielu turystów z różnych stron Europy. Najczęściej słychać język niemiecki i angielski, ale nie brakuje również turystów francusko- i hiszpańsko języcznych. Liczne grupy starszych pań z Niemiec przeciskają się przez wąskie uliczki, zafascynowane bursztynową biżuterią. Nie jedna z nich pamięta to miasto jeszcze z przed wojny, w którym podobnie jak Günter Grass urodziła się i spędziła dzieciństwo. 
Od kilku lat Gdańsk przyciąga także młodych europejczyków z różnych krajów w poszukiwaniu nowych, ciekawych miejsc na spędzenie swojego urlopu. Na uliczkach graniczących z ulicą Długą, będąca głównym deptakiem Starówki można odkryć parę ciekawych klubów i knajpek. Słynna fontanna Neptuna, kolorowe domki wokół niej i stary ratusz to chyba najatrakcyjniejsze motywy Gdańska. 
Niestety, Starówka Gdańska to tylko 3-4 ulice tętniące życiem. Cały obszar Starego Miasta jest o wiele większy, ale jeszcze nieodrestaurowany. Szare domy odstraszają turystów, dlatego najwięcej restauracji i kawiarni jest właśnie na kolorowej Długiej i na promenadzie przy Mołtawie. Tutaj cumują też statki wycieczkowe (nawet pirackie!) i tramwaje wodne, którymi można dopłynąć za jedyne 8 zł. w niespełna godzinę do Sopotu. W bramie przy wyjsciu z Długiej, tuż przy cumujących stateczkach, biuro swoje ma znany każdemu były prezydent Lech Wałęsa. Przy deptaku nad Mołtawą znajduje się też ogromny żuraw, w którym znajduje się obecnie muzeum. Stąd można też dojść do ulicy Mariackiej słynącej z małych sklepików z pamiątkami z bursztynu. Tutaj nakręcano w dobrze zachowanych kamienicach znany serial "Die Buddenbrocks". Na końcu tej uliczki znajduje się kościół Mariacki i pomarańczowa kaplica "Poniatowskiego". 
Wychodząc ze Starego Miasta można jeszcze zwiedzić odrestaurowaną starą halę kupiecką. Dzisiaj stanowi ona małe centrum handlowe, w którym można np. nabyć słynną gdańską "Goldwasser" jako doskonały „upominek alkoholowy“ dla swych bliskich. Kto nie lubi wódki o smaku anyżowym z dodatkiem "złota", może tutaj kupić tez alternatywnie wyroby z bursztynem!
Za halą kupiecką widać niestety zruinowany przez pożar kościół św. Katarzyny, wielki młyn z plantami a za nim „Shopping Center Madison“ centrum handlowe z prawdziwego zdarzenia! Niedaleko niego znajduje się też stary dworzec, z którego kursuje tania i szybka kolejka podmiejska (w Niemczech: S-Bahn!) do Gdynii, przez  Oliwę i Sopot. Niestety dworce, zresztą podobnie jak w całej Polsce nie nadają się do szczególnego opisu. Jeden z najbardziej zaniedbanych to ten Sopocie! Sopot jako miasto międzynarodowej piosenki (w tym roku na festiwal w Operze Leśnej zawitał nawet Elton John!) próbuje upiększyć swoje centrum. Tuż przy płatnym molo trwa budowa nowego kompleksu rozrywkowo-handlowego z domem wypoczynkowym. Na deptaku polecam tzw. "krzywy domek" z "Tawerną u Maćka", której współwłaścielką jest Polką z Berlina. Jako kelnerka powróciła po 25 latach życia w stolicy Niemiec do miasta swego dzieciństwa....
W drodze powrotnej warto jeszcze "zahaczyc" o Gdańsk Oliwę z pięknym parkiem i katedrą ze słynnymi organami. (Koncerty za darmo: pytajcie w Informacji turystycznej w Gdańsku, obok Neptuna!).
Będąc w Gdańsku należy koniecznie pojść pod stocznię (zaledwie kilkadziesiąt metrów za wspomnianym Madisonem), aby przenieść się myślami w lata 80-te. Kto pamięta jeszcze zdjęcia z telewizji z pod bramy głównej z Wałęsą i tłumami walczącymi o inną, nową Polskę, może sobie przy 3 krzyżach, morzu kwiatów i wieńców porównać te dwa światy: wtedy i dzisiaj. Właśnie jeszcze w nowoczesnym centrum handlowym, teraz przed opustoszałą stocznią, która jako symbol narodowy splajtowała, ale znajduje się za to w wolnym kraju Unii Europejskiej, bez znienawidzonej komuny... Wszystko ma swoje plusy i minusy….
Zapraszam w podróż do Gdańska!

Rafał

Fotoreportaż z Gdańska