Kraków  "klimatyczne" miasto!

 To ja, Wasz z bożej łaski pisacz i korespondent Wagabundo. Melduję się po okresie długiej nieobecności znów "oświecony" światłem monitora z rękami pomykającymi po klawiaturze. Los przywiódł mnie z powrotem do miejsca, gdzie spędziłem wiele, wiele chwil dobrych i złych. Jedno muszę jednak stwierdzić, że jest to miejsce, które emanuje niezwykłym klimatem, gdzie na każdym kroku czuć oddech historii, i z którym bardzo trudno się rozstać, jeśli spędziło się w nim kawałek swego życia. Moi Drodzy  to Kraków...
 Po tym trochę refleksyjnym wstępie oszczędzę Wam dalszych uniesień i napiszę co nieco o tej "klimatyzacji",  która bez względu na porę roku owiewa to wspaniałe miasto. Będzie to po trochu spojrzenie studenta, a po trochu ot takiego zwykłego Wagabundy. Mam nadzieję, że wyobrazicie sobie, albo wspomnicie te miejsca i zjawiska, o których Wam powiem. 
 Każdy z nas słyszał kiedyś opowieści o królu Kraku, Smoku Wawelskim i Szewczyku Dratewce. Nieraz przechadzając się bulwarami wiślanymi zatrzymywałem się przy Wzgórzu Wawelskim i czekałem, aż postać pokrytego patyną bazyliszka stojącego u wrót Smoczej Jamy zionie najprawdziwszym ogniem (pochodzącym zapewne ze spalania gazu z miejskiego gazociągu, a nie jak dawniej bywało z siarki). Wawel - potężny zamek strzegący Grodu Kraka, to do dziś jedno z moich ulubionych miejsc spacerowych. Tu rzeczywiście krążą duchy przeszłości, a z tarasu widokowego od strony Wisły rozciąga się fantastyczny widok na południowo-zachodnią stronę miasta. Na horyzoncie rysuje się sylwetka kopca Kościuszki. To kolejny i chyba najlepszy punkt widokowy w Krakowie. Stamtąd widać już całe miasto, zaś atmosfera sprzyja zakosztowania paru łyków jakiegoś
lokalnego browarka. Zwłaszcza latem, kiedy z pobliskiego Miasteczka Studenckiego, gdzie pomieszkuje brać studencka w bardzo mnogiej liczbie, ciągną w tym kierunku całe pielgrzymki. Jest to uwarunkowane tym, że miejsce jest trochę na uboczu, a w okolicznym lesie i pozostałościach fortyfikacji austriackich pod kopcem, można urządzać całkiem fajne spotkania, a nawet zapalić niewielkie ognisko. Należy tu wspomnieć, że jest jeszcze kilka kopców w Krakowie, ale ten właśnie cieszy się największym powodzeniem, być może z opisanych powyżej powodów. 
 Klimat, to nie tylko ładny widok. Klimat to taki koktajl złożony ze zjawisk, ludzi, wydarzeń, natury nieożywionej i jeszcze tego czegoś, czego nie da się zdefiniować. Tego, że Kraków zamieszkiwali lub z niego wyszli wielcy ludzie, nie trzeba udowadniać. Wydarzenia, te wielkie  historyczne, ale też takie zwyczajne, należące do folkloru krakowskiego, to też fakt. Architektura, wspaniały Wawel, Rynek Główny z Kościołem Mariackim, Sukiennicami i z innymi przyległościami, stary Kazimierz, to tylko część ze wspaniałości natury nieożywionej, która paradoksalnie "ożywia" Kraków. No i to COŚ ... Cóż to może być?
 No właśnie, tego nie da się określić. Da się to jednakże poczuć np. kiedy przechadzasz się po Rynku w świetle popołudniowego słońca pomiędzy kolorowymi wyspami straganów krakowskich kwiaciarek. Tuż obok mała dziewczynka karmi stado wygłodniałych gołębi, by po chwili tupnąć małą nóżką i spowodować wzbicie się niebieskoszarej chmury ponad głowy przechodniów. U stóp Adasia jak zwykle siedzi grupa młodzieży zachowującej się niezwykle głośno. Czasem można tam spotkać grupę rezerwistów "odpompowujących" przejście do rezerwy, bo podobno taka jest tradycja. To jest też wielojęzyczny gwar w wiklinowych "ogródkach" przyklejonych do fasad kamienic, gdzie pod parasolami można schronić się przed palącym letnim słońcem. No i wreszcie da się to odczuć wędrując pomiędzy straganami świątecznych kiermaszów, z których ten przed Bożym Narodzeniem jest chyba najbardziej "klimatogenny". A największym zjawiskiem zachodzącym codziennie od świtu do zmierzchu nad krakowskim rynkiem jest oczywiście rozbrzmiewający HEJNAŁ Z WIEŻY MARIACKIEJ.
 Jest wiele ciekawych miejsc i zdarzeń dziejących się w Krakowie. O miejscach możecie poczytać w każdym przewodniku po Krakowie. Właściwie, to o zdarzeniach, zwłaszcza tych należących do tradycji, też, wiec o czym tu pisać? Hmmm ... opiszę Wam to miasto ze spojrzenia studenta. Nie chwaląc się, jam też w wiekach starszych zasilał szeregi krakowskich żaków. Kiedy już skończył się dla mnie ten piękny okres w życiu, doszedłem do bardzo głębokiego wniosku: "jeśli być studentem, to tylko w Krakowie" ... i drugi  jednakowo ważny: "jeśli być studentem w Krakowie, to mieszkać tylko w Miasteczku Studenckim". Wystarczy znaleźć się w tymże miejscu któregoś letniego wieczoru, a klimat tam panujący powie Wam wszystko. Na nawierzchni trawiastej pomiędzy akademikami nie ma wtedy jednego wolnego miejsca, zewsząd słychać śpiewy, czuć zapach z grilla i widać rozanielone twarze studentów wszystkich prawie krakowskich uczelni. Jest ich tu, na niewielkiej wszak powierzchni kilka dobrych tysięcy ... i to da się odczuć (zwłaszcza okolicznym mieszkańcom). Studenci lubią się bawić i wszędzie jest ich pełno, bo nauka nauką, ale ktoś przecież musi budować ten krakowski klimat. No i budują. Wpadnijcie kiedyś do Krakowa, kiedy odbywa się święto braci studenckiej czyli tzw. JUWENALIA. Miasto na kilka dni opanowują studenci, a symbolem tego jest wręczenie im kluczy do miasta przez samego prezydenta miasta Krakowa. No i zaczyna się. Studenci zalewają miasto. Najbardziej namacalne jest to w czasie tzw. Korowodu Miasteczka. Tysiące poprzebieranych i lekko zawianych studentów wtacza się na Rynek opanowując go całkowicie. Można zobaczyć nieprawdopodobne charakteryzacje takie jak: kajakarze, płetwonurkowie, mumie z Egiptu, bandę Janosika, czterech pancernych w tekturowym czołgu (Szarik zaginął w akcji), pielęgniarki o twarzy Rumcajsa, Zbyszka z Bogdańca i innych rycerzy, którzy bardziej w sposobie poruszania się przypominają Juranda ze Spychowa wracającego z krzyżackiej niewoli niż Rycerzy Okrągłego Stołu oraz całe stada przebierańców w łachmanach, których nie da się do niczego zaklasyfikować, no chyba, że do nędzników. Bardzo jest wtedy wesoło w mieście, a studencka spontaniczność nie zna granic. Nieważne staje się nawet w pewnym momencie, czyś człeku z AGH, POLIBUDY, UJOTU, EKONOMICZNEJ czy może z WUESPE. Giną wzajemne antagonizmy i nie liczy się już konkurencja międzyuczelniana. Ważna staje się DOBRA ZABAWA .... i tak trwa to aż do poniedziałku. Potem tylko trzeba uporać się z kacem gigantem, żeby jakoś przetrwać spotkanie z PANEM PROFESOREM.
 Skoro już o studentach mowa, to zatrzymam się jeszcze na chwilę przy nocnej  klimatyczności Krakowa. Kraków "by night". To jest właśnie to, co, oprócz juwenaliów i zakuwania do sesji, uwielbiają studenciaki. Spróbujcie wejść wieczorem do jednej z "piwnicznych" knajpek czy pubów w okolicach krakowskiego rynku. Jest to czasem po prostu niemożliwe. A jeśli stanie się osiągalne, to poczujecie tę nieopisaną atmosferę. Ciemne, zadymione piwnice, których ściany niejedno już widziały, to ostoja dla "prawdziwego" studenta. Tu dyskutuje się na tematy mniej lub bardziej naukowe, a im współczynnik podchmielenia staje się większy, tym bardziej żarliwe stają się dyskusje i coraz większa liczba dyskutantów. Każdy powinien przynajmniej raz oddać się takiej dyspucie. Dla tych, którzy nie chcą dyskutować polecam kluby muzyczne. Tam można oddać się wyrafinowanym ćwiczeniom gimnastycznym w celu sprawienia sobie przyjemności, bądź wywarciu niezatartego wrażenia na osobie płci przeciwnej.
 Jeśli zmęczy Was zgiełk i zapragniecie doświadczenia duchowego katharsis, to zaręczam, że Kraków nie zawiedzie Was na pewno. Kina, teatry, muzea, wystawy zaoferują Wam wszystko czego będziecie potrzebować. Od hałasu odpoczniecie sobie na krakowskich Błoniach, w Lasku Wolskim, czy w Zakrzówku. A jeśli odezwie się w Was potrzeba daleko idącej fiz-kultury, to przyjdą Wam z pomocą towarzystwa gimnastyczne i sportowe, kluby i bractwa przyjmujące za drobną opłatą każdego chcącego rzeźbić i hartować swoją sylwetkę. Będziecie tu mogli wyżyć się duchowo, intelektualnie, społecznie i politycznie, naukowo i artystycznie i w każdej dziedzinie jaką sobie wymyślicie. Jednym słowem Kraków to jest to! Tu żyć można i tu umierać. 
 Jeśli jednak dobrze Wam tam, gdzie jesteście, choć mówią, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, to nie namawiam Was, żebyście porzucili wszystko i przenieśli się do Grodu Kraka. Namawiam Was jednak gorąco, żebyście odwiedzili Kraków i spędzili tu czas potrzebny, żeby poczuć całym swym jestestwem ten klimat, którym to miasto oddycha. I pamiętajcie -  nie każdy Krakus to Centuś ... choć coś w tym jednak jest ...

Tomek