MOSKWA

W grudniu 1991 roku postanowiłem zaznac tej sławetnej rosyjskiej zimy, która pobiła Napoleona i Hitlera, i spędzić sylwestra na placu czerwonym. Do Moskwy polecialem Aeroflotem, a dokładniej Iluszynem 63, który z oporami i lekkimi problemkami doleciał do stolicy Rosji.

W metrze z lotniska do hotelu spotkalem ciekawego gościa, ktory po kilku latach walki w Afganistanie otrzymywal żołd ok. 15 EUR i mimo wszystko zaprosił mnie na kolację w swoim podmoskiewskim mieszkaniu.

Po kilku dniach dotarłem do placu czerwonego, gdzie z widokiem na Kreml spędzilem wspaniałego sylwestra przy -10° C i dużej ilości alkoholu. Nazajutrz, tzn. po południu najbardziej ze wszystkich zabytków podbała mi się 16 wieczna armata jakiegoś zwariowanego cara.
Musiała byś największa na świecie - niestety przy
pierwszym wypaleniu oderwał się kawałek lufy.

Po kilku nastepnych dniach pobytu odkryłem  tajemnice rosyjskiej gospodarki: ludzie w czasie panowania komunizmu byli zawsze zajęci. Nawet wtedy, gdy za pomocą najnowocześniejszych kamer obserwowali puste pułki, a może po prostu
pilnowali ekspedientek, bo to przecież już Lenin stwierdził, że zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza.
Poza zwiedzaniem sklepow odwiedzilem też wspaniały klasztor Sagorsk, w którym nawet podczas najgorszej komuny kształcili się prawosławni księża.
 
Na ulicach Moskwy znalazlem także mój "Dreamcar". Jak stwierdzłl kierowca 
palił on ok. 26 l benzyny na 100-ke,
ale za to jak wyglądał :-)
Prawdziwy krążownik dróg rodem 
z amerykańskich filmów.
Niestety obok pięknych budynków i bogadztwa widziałem wtedy w Moskwie wiele cierpienia i biedy. Mimo wszystko w pamięci pozostały mi słowiańska dusza tęsknąca za wolnością i gościnność ludzi, ktorzy oddaliby ostatni kawalek chleba nieznajomemu podróżnikowi.