Portugalia

Portugalia jest krajem, który posiada najstarszą, niezmienianą od wieków granicę z Hiszpanią. Mimo tego, że graniczy tylko z jednym sąsiadem i jest krajem położonym na samym krańcu Europy, w historii Portugalii nie brakowało burzliwych momentów. Początki istnienia państwa to walki z Maurami, którzy najechali półwysep Iberyjski, najwspanialszy okres to epoka Wielkich Odkryć Geograficznych, czas potężnego imperium kolonialnego, które niestety nigdy się nie podniosło po tragicznym upadku i okresie zniewolenia. Historia Portugalii nierozerwalnie łączy się z morzem.

Moją podróż do Portugalii rozpocząłem w Porto - mieście znanego z produkcji wina o tej samej nazwie. Miasto to było pierwszą stolicą Portugalii i dziś jest drugim do wielkości jej miastem z liczbą mieszkańców 263 tys. 

Na każdym kroku daje się zauważyć świetność dawnych wieków, kiedy to Portugalia była potęgą kolonialną. Nie sposób nie zauważyć też akcentów brazylijskich i angolskich - dawnych kolonii portugalskich.

Zwiedzanie Porto rozpocząłem od Starego Miasta, którego zaniedbanie niestety bardzo mnie rozczarowało. Większość budynkow po prostu aż "prosi się" o renowację. Jednak miłym akcentem Starówki są kolorowe mozaiki na fasadach budynków.
Główną atrakcją miasta jest promenada nad rzeką Douro, wzdłuż której aż roi się od kolorowych domków i wielu ciekawych knajpek. Imponujące wrażenie zrobił też na mnie ogromny most. Po drugiej stronie rzeki zlokalizowane są wytwórnie wina porto - największe w mieście. Na łódkach wzdłuż brzegu umieszczone są beczki z winem, które są oryginalną formą reklamy poszczególnej winnicy.

Drugą stacją mojej wyprawy było małe miasteczko Aveiro, znane z holenderskiego stylu zabudowań - domów i kanałów, a także kolorowych łódek a’la Malta.

Z Aveiro udałem się do Coimbra - które jest przede wszystkim miastem studentów - uczęszczają oni do jednego z najstarszych i najbardziej cenionych uniwersytetów europejskich. Tradycje akademickie, przekazywane od wieków, są wszechobecne do dziś. Podczas różnych świąt studenci ubierają typowe czarne płaszcze i śpiewają pieśni fado, głównie w wąskich i stromych uliczkach miasta, prowadzących na uniwersytet, znajdujący sie na szczycia wzgórza, na którym leży całe miasto.
Tu spróbowałem specjalności portugalskiej kuchni -  bacalhau, czyli suszonego dorsza. Mówi się, że Portugalczycy znają 365 sposobów przyrządzania dorsza - nie jest to zbyt przesadzone powiedzenie. Najsłynniejsze i najlepsze potrawy to "bacalhau á gomes de sá" (pieczony w naczyniu żaroodpornym z cieńko pokrojonymi ziemniakami i cebulą, na koniec ozdobiony jajkami na twardo i czarnymi oliwkami), "bacalhau a brás" oraz "bacalhau dourado" (dwa dość podobne dania, rybę dodaje sie do jajecznicy z cebulą i drobno pokrojonymi ziemniakami) oraz "bolinhos de bacalhau" (krokiety z dorsza).
Sardynki (sardinhas) są niemal tak popularne jak dorsz. Właśnie na połów tych ryb wypływają rybacy każdego dnia, w swych kolorowych i bogato zdobionych łodziach. Portugalskie sardynki są uważane za najsłodsze i najtłustsze na świecie, przyrządza się je na wiele sposobów, jednak najsmaczniejsze są grilowane lub wędzone.
 

Następnym przystankiem była Fatima - cel pielgrzymek wiernych całego katolickiego świata. Legenda mówi, że na początku XX wieku trójce młodych pasterzy objawiła się Maryja, która przepowiedziała im przyszłość świata. W tamtym czasie na tym terenie były tylko łąki i pola, ogromny kościół został zbudowany po tym wydarzeniu. Groby tych osób znajdują się w środku kościoła. Świątynia imponuje swą wielkością, górując nad całą okolicą. Plac przed sanktuarium przypomina Plac św. Piotra w Rzymie. Po lewej stronie znajduje się kapliczka objawień, która jest oblężana przez pielgrzymów, przybyłych tu by zapalić świece w jakiejś intencji lub podziękować za spełnienie próśb.

Z Fatimy udałem się do Obidos - małego miasteczka położonego na wzgórzu. Obidos zwane jest "miastem ślubów", ponieważ zgodnie z wielowiekową tradycją, królowie portugalscy ofiarowali swym wybrankom to miasto w prezencie w dniu ślubu. Zabytkowa część miasta jest bardzo malownicza, fasady domów są ozdobione żółtymi i niebieskimi wykończeniami, kolorowe kwiaty zwieszają się z okien i pięknie kontrastują z bielą murów. Stare miasto nie jest duże, więc warto przejść się na krótki spacer poprzez labirynt uroczych wąskich uliczek i schodów, by odkryć niemal magiczną atmosferę tego miejsca. Obidos otaczają mury, na które można wejść by podziwiać piekną panoramę okolicy. Jednak ze względu na atrakcyjność turystyczną hotele w tym mieście są dosyć drogie, dlatego jako bazę noclegową polecam miasta sąsiednie, np. Caldas da Rainha.
Caldas da Rainha  - w dosłownym tłumaczeniu oznacza "majtki królowej" :-)) 30 km od Lizbony leży Sintra - małe miasteczko, malowniczo położone wśród gór o tej samej nazwie. Sintra była letnią rezydencją królów portugalskich, stąd liczne pałace i okazałe budowle. Kręte i wąskie uliczki, domki jakby na kurzych łapkach, kolorowe stragany, restauracyjki, liczne muzea - to spotka odwiedzających historyczną część miasta. Również zapuszczone ogrody, kręte scieżki pnące się stromo w górę, kosciółki jakby rodem z baśni Andersena, wiele tajemniczych zaułkow, fontann i źródełek. Idąc dróżką w górę do zamku Maurów, po drodze spotkać można malutki domek, w którym Andersen mieszkał przez kilka lat i pisał swe baśnie. Domek jest tak niepozorny, ze łatwo go ominąć. Sam zamek Maurów to miejsce tajemnicze, można powiedzieć że romantyczne. Ruiny sprawiają wrażenie, jakby patrzyły na zwiedzających, z oddali wieków, oczami ich budowniczych. Z zamku można zejść wśród gór i krętych dróżek z powrotem do Sintry, lub pójść jeszcze wyżej i dotrzec do Palacio da Pena. Stamtąd w dół można zjechać autobusem, lub nieco bardziej oryginalnie (polecam ze wzgledu na piękne widoki), dorożką ciągniętą przez dwa żwawe koniki.
U samych stóp Lizbony leży Estoril - miejscowość nad morzem oraz  plaża stolicy. Tam spotkałem triumfujących kibiców piłki nożnej, po zwycięstwie Portugalii nad Holandią (Mś 2006).

Ukoronowaniem mojej wyprawy była oczywiście stolicy kraju - Lizbona, miasto jak na ten mały kraj bardzo duże, z liczbą mieszkańców 600 tyś. Lizbona położona jest na siedmiu wzgórzach i tętni życiem od rana do wieczora. Większą część miasta obejmuje Starówka, na którą można dojechać dobrze rozwiniętymi liniami metra. Głównym punktem miasta jest plac - Praca do Comercio nad rzeko Tejo. Przed trzęsieniem ziemi stał tutaj pałac królewski, dzisiaj w dostojnych budynkach okalających plac mieści się siedziba portugalskiego rządu. Na środku placu stoi pomnik króla Jana na koniu, a po północnej stronie znajduje się imponujący łuk tryumfalny. Typowymi dla Lizbony są melancholijne piosenki fado, które można usłyszeć w knajpkach dzielnicy Bairro Alto, położonej w górnej części miasta, do której można dojechać specjalną windą. Po wąskich uliczkach jeżdżą stare tramwaje z przełomów wieków. Linia 28 przeciska się przez najwęższe uliczki w kierunku twierdzy - Castelode de 
Sao Jorge . Ponieważ uliczki są bardzo wąskie, często zdarza się, że parkujące auta blokują drogę tramwajom, co wiąże się z dużymi opóźnieniami w komunikacji. Lizbończycy potrafią z filiżanką kawy w ręku przyjść w końcu przeparkować samochód i nie robią sobie z tego powodu żadnego stresu.  Twierdza Castelode de Sao Jorge oprócz wartości historycznej jest najlepszym punktem widokowym na miasto. Widać stąd nowy most nad rzeką Tejo - przypominający ten z San Francisco. Daje się też zauważyć kopię figury Jezusa z Rio (Brazylia), jednakże wiele mniejszych rozmiarów. Pijąc kawę na jednym z placyków spotkałem nawet Warszawiaków, przebywających na urlopie niedaleko stolicy. Ostatnim punktem mojej wycieczki po Lizbonie była dzielnica Belem, z największym klasztorem i kościołem, w którym znajduje się grób Vasco da Gamy. 

Następnego dnia udałem się w podróż powrotną do Porto, tym razem płatną autostradą. Przejazd z Lizbony do Porto (ok. 300 km) kosztuje niecałe 17 euro. Należy uważać, aby nie wjeżdżać w wjazdy oznaczone litera V, ponieważ są one dla posiadaczy winiet. Wjazd tam bez winiety drogo kosztuje - 35 euro za 2 km.  Wybierającym się do Portugalii polecam wcześniejsze zamawianie hoteli przez internet, na stronach www.ehotel.de lub www.hrs.de  Dzięki temu zaoszczędzimy sobie nie tylko nerwów szukania na miejscu, ale także pieniędzy, ponieważ pokoje zamawiane przez internet są tańsze. Ceny hoteli zaczynają się od 50 euro wzwyż za niezbyt wysoki standard (oczywiście mowa o sezonie letnim).

Rafał

Fotoreportaż z Portugalii