Rzym - "wieczne miasto"

Już jako mała dziewczynka marzyłam o odwiedzeniu potęgi starożytności - wiecznego miasta - Rzymu. Nie wiem, czy bardziej interesowało mnie wówczas zobaczenie samego miasta, czy naszego Papieża Polaka, tak uwielbianego nie tylko przez Rzymian.
Niestety dopiero po śmierci Jana Pawła II udało mi się zrealizować marzenie z dzieciństwa. Głównym celem miało być oczywiście odwiedzenie grobu Karola Wojtyły.
A było to pewnego sierpniowego dnia..... Pogoda we Frankfurcie przypominała jednak bardziej jesienną. Było zimno i mokro. Jednak po zaledwie 1,5 godzinnym locie wylądowaliśmy w zupełnie innym klimacie. Słońce, upał, palmy...Od razu zachciało się żyć. Po drodze do hotelu byliśmy jednak zaszokowani nieładem i brudem ulic oraz aut. Tym bardziej, że przylecieliśmy swieżo z "ordnungslandu". Na szczęście nasz hotel okazał się bardzo czystym i przytulnym, z dobrą klimatyzacją i sympatyczną obsługą. Zresztą Włosi są niesamowicie gościnnym i radosnym narodem. Po odświeżeniu się i posileniu ruszyliśmy na podbój Rzymu. Oczywiście jako pierwszy cel wybraliśmy Watykan - najmniejsze państwo świata, o powierzchni 0,44 km2. Dochodziła 12.00 w niedzielę, więc stanęliśmy na Placu św. Piora, w oczekiwaniu na błogosławieństwo "Urbi et Orbi". Jakież było rozczarowanie (nasze i reszty licznie zgromadzonych pielgrzymów), kiedy zapowiedziano, że papież Benedykt VI przebywa na urlopie w Castel Gandolfo i pozdrowi nas tylko za pomocą telebimów. Ustawiliśmy się więc w kolejce prowadzącej do Bazyliki św. Piotra. Jej wielkość i architektura robi oszałamiające wrażenie, a szczególnie ołtarz tak znany nam chociażby z transmisji telewizyjnych. Bezpośrednio pod nim znajduje się grób św. Piotra. Aby odwiedzić grób Jana Pawła II należy stanąć w następnej kolejce. W skupieniu udaliśmy się w kierunku podziemii bazyliki, gdzie znajdują się groby wszystkich papieży. Ale największe zainteresowanie odwiedzających wzbudza grób ostatniego - Jana Pawla II. Chwila jaką mogłam tam spędzić wywołała we mnie niesamowite, trudne do opisania emocje - wielkie wzruszenie, łzy i jednocześnie radość, że było mi dane stanąć przy grobie Największego Człowieka od czasów Jezusa. Krótka modlitwa i niestety musimy opuścić podziemia, bo kolejni turyści czekają. W drodze z Watykanu przechadzamy się główną ulicą Rzymu, szeroką promenadą - Via della Conziliazione. U jej schyłku znajduje sie Zamek św. Anioła (Castel Sant`Angelo). Jest on połączony z Watykanem specjalnym przejściem, z którego korzystało wielu papieży i polityków. Zmęczeni upałem udajemy się do hotelu na "siestę". Po odświeżeniu się wybieramy przytulną restauracyjkę, w której kosztujemy narodowych dań. W tym czasie słońce przestało już tak dogrzewać, więc ruszamy w kierunku największej fontanny w Rzymie, znanej na całym świecie - "Fontanny di Trevi", imponującej swoim barokowym przepychem. Tradycją jest wrzucenie do niej monety - lewą ręką przez prawe ramię, co gwarantuje powrót do Rzymu. Pieniądze wyławiane są codziennie i przeznaczane na włoski Caritas. Warto dodać, że są to bardzo duże sumy (nawet do kilku tysięcy euro), dlatego też fontanny tej pilnują "Carabinierzy". Fontanna di Trevi jest niewątpliwie obowiązkowym punktem wycieczki, ze względu również na panującą tu atmosferę. Od fontanny mamy już bardzo blisko do Schodów Hiszpańskich, na których życie tętni przez całą dobę. To miejsce nie tylko słynnych pokazów mody, ale przede wszystkim miejsce spotkań i randek. Ulice położone u ich podnóży należą do najbardziej ekskluzywnych w Rzymie. Swoje sklepy mają tu wszystkie wielkie światowe firmy z dziedziny mody, jak np. Gucci, Armani, Dolce Gabana, Versaci itd. Pełni wrażeń wróciliśmy więc do hotelu, aby nabrać sił na następny dzień. Po lekkim śniadanku podążyliśmy do Koloseum - jednego z największych świetności epoki rzymskiej. Jedna z legend głosi, że dopóki stoi Koloseum, stać będzie także Rzym, kiedy Koloseum przestanie istnieć, przestanie istnieć także Rzym, a z końcem Rzymu nastąpi koniec świata. Koloseum znane było głównie jako miejsce walk gladiatorów, ale dla chrześcijan jest miejscem, w którym tysiące męczenników oddało życie w imię wiary chrześcijańskiej na oczach żądnych krwi widzów. Dla nas atrakcją pod Koloseum byli gladiatorzy, z którymi za drobną opłatą mogliśmy się sfotografować. Tuż z Koloseum przechodzi się do Forum Romanum - centrum towarzyskiego i politycznego Rzymu czasów republiki. Jego początki sięgają VI w.p.n.e. To właśnie na Forum Romanum znajduję się punkt, z którego zaczęto budować pierwsze na świecie drogi. Stąd powiedzenie - "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu". Z Forum Romanum udajemy się pod pobliski pomnik króla Włoch Vittorio Emanuele II, znajdujący się przy Piazza Venezia. Pomnik ten zwany potocznie "maszyną do pisania" lub "tortem" , a przez Włochów "ołtarzem ojczyzny" oszałamia przede wszystkim swoją wielkością. Powstał w latach 1885-1911 dla uczczenia zjednoczenia Włoch i mieści w sobie Grób Nieznanego Żołnierza. Upał cały czas dokucza, ale całe szczęście w Rzymie jest pełno studzienek z wodą pitną, także nikt nie może poczuć sie spragniony. Wybieramy łączkę w pobliżu monumentu i robimy sobie "siestę". Na obiad wybieramy się do dzielnicy Trastavere, położonej po drugiej stronie Tybru, gdzie podobno Rzym jest najbardziej rzymski. Roi się tutaj od przytulnych restauracyjek , gdzie w porze obiadowej można sie dobrze posilić i napić wina już od 11 euro za osobę. W drodze powrotnej przechodzimy przez wysepkę "Isolo Tiberina", która dzisiaj znana jest jako miejsce spotkań zakochanych, kiedyś jednak izolowano na nią chorych na trąd. Po drodze mijamy urocze placyki z fontannami, których w Rzymie jest bardzo dużo. Przechodzimy przez słynny Plac "Campo di Fiori", na którym spalono renansowego filozofa Giordana Bruno. Do wydarzenia tego nawiązuje w swoim wierszu Czesław Miłosz. Dzisiaj plac ten jest przede wszystkim miejscem targów i nazywany jest także "targiem kwiatów", ze względu na sprzedawaną tu ich ogromną ilość. Stąd mamy już zaledwie kilka kroków do "Piazza Navona", na którym znajdują sie trzy fontanny. Plac ten tętni życiem do późnych godzin nocnych. Oprócz licznych restauracyjek roi się tutaj od licznych artystów ulicznych, a także artystów sprzedających swoje prace. Będąc na placu Navona nie można zapomnieć o szkosztowaniu lodów najlepszych na świecie. Naprawdę PYCHA!!! W trzeci i niestety już ostatni dzień pobytu w Rzymie postanowiliśmy jeszcze raz udać się do Watykanu. Tym razem chcieliśmy zobaczyć Rzym i ogrody watykańskie z wierzchołka Bazyliki św. Piotra. Ponownie czekało nas stanie w długiej kolejce, jazda windą i marsz po 320 stopniach w górę. Nie lada wysiłek, tym bardziej, że już dokuczały mi "zakwasy". Jednak widok rozpościerający się z góry był warty takiego poświęcenia. Okazuje się, że mamy jeszcze wystarczająco czasu, aby zwiedzić Kaplicę Sykstyńską - papieską kaplicę w pałacu Watykańskim. Odbywają się tu konklawe, czyli wybory nowego papieża. Budowana w latach 1475-1483  i zdobiona słynnymi freskami Michała Anioła. No ale czas niestety nieubłaganie goni. Udajemy się jeszcze raz na Piazza Navona, aby posilić się przed podróżą. Syci i szczęśliwi przechadzami się po raz ostatni po uliczkach Rzymu, gdzie dosyć często trafiamy na miejsca z wykopaliskami, jak np. przy Piazza di Argentina. Niestety nie starczyło nam czasu na zwiedzenie wielu muzeów i kościołów, ale to nadrobimy podczas następnej wyprawy. W końcu wrzuciliśmy monetę do Fontanny di Trevi.

Alicja

Obszerny fotoreportaż z Rzymu: