SAFARI

Kolejnym punktem mojego urlopu w Niemczech jest wycieczka na safari. 
Wystarczyła zaledwie godzina jazdy samochodem z Aachen, abym mogła się poczuć jak w Kenii. Monde Sauvage ( bo tak właśnie nazywa się to safari ) dzieli się na sześć etapów, gdzie każdy członek rodziny znajdzie coś dla siebie. Najpierw poleca się część safari, w którym afrykańskie i azjatyckie zwierzęta chodzą na wolności. Ten etap parku zwiedza się autem lub specjalną kolejką, która dla większych grup jest bezpłatna. Przejeżdżając bezpośrednio obok zwierząt niejednokrotnie zaparło mi dech w piersiach. Na długo napewno nie zapomnę strusia, który wsadził nam głowę do samochodu, aby uskubać sobie kawałek" listka" (zapach do auta). Jego kolega natomiast dziobem chciał wybić nam szybę, co wywołało pisk moich dzieci, a u mnie kolejne niezapomniane emocje. 
Jednak większość zwierząt stara się wogóle nie zwracać uwagi na zwiedzających. Niejednokrotnie rozsiadł się nam na drodze olbrzymi ssak, który jakby nas ignorując, wogóle nie miał zamiaru nas przepuścić. Najbardziej gościnnymi okazały się zebry, które podeszły do samochodu, aby się z nami przywitać. 
Najweselszym wydał nam się wielbłąd, siedzący cały dzień w tym samym miejscu, który "żując gumę pokazywał nam całe swoje uzębienie". Przebywanie wśród zwierząt na wyciągnięcie ręki i bez żadnego odgrodzenia jest tak niesamowitym przeżyciem, że tę część safari odwiedziliśmy dwukrotnie. 

Kolejnym etapem jest oglądanie zwierząt znajdujących się w swoich wybiegach. Są to wszystkie zwierzęta drapieżne jak : lwy, tygrysy itp., ale także np. bardzo słodkie misie. W tylniej części parku znajduje się wyspa małp i szympansów. Szczególnie zabawne są te drugie, które prześcigają się w wymyślaniu "głupich żartów". Nad grupą czuwa jednak szympans-boss, który sprowadza rozwydżone szympansiątka na ziemię, a dokładnie wyspę. Od zwiedzających dzieli ją bowiem ylko mała fosa, co znowu spowodowało u mnie wzrost adrenaliny. Gdy poczuliśmy się już trochę zmęczeni przechadzką postanowiliśmy obejrzeć pokaz fok oraz film w kinie trój wymiarowym. Dla dzieci niesamowitą frajdą było tzw.gospodarstwo wiejskie, w którym można pokarmić kozy i osły. Jedna z kóz skoczyła na mnie widząc, że trzymam w ręku jedzenie. W pierwszej chwili spanikowałam, ale dzieci pocieszyły mnie, że kózki nie są groźne. Później "przyczepił" się do mie osioł. Bratowa śmiała się, że "swój do swego ciągnie...".W każdym bądź razie poczułam się raźniej, gdy już znalazłyśmy się po drugiej stronie ogrodzenia.

Teraz dzieci w nagrodę za to, że były w "miarę grzeczne" mogły wyszaleć się na wspaniałym placu zabaw ( ja też zaliczyłam największą zjeżdżalnię  ).W tym czasie my dorośli poszliśmy na zasłużoną filiżankę kawy.Z tyłu restauracji znajduję się jeszcze palmiarnia, w której można obejrzeć najpiękniejsze gatunki ptaków. Już nie mogę się doczekać kiedy znowu będę mogła odwiedzić moją rodzinkę w Kolonii, aby ponownie wybrać się na safari w centrum Europy......

Agnieszka